Informacje

  • Wszystkie kilometry: 6245.74 km
  • Km w terenie: 3.00 km (0.05%)
  • Czas na rowerze: 8d 23h 18m
  • Prędkość średnia: 26.45 km/h
  • Suma w górę: 2067 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Rooney.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wtorek, 30 października 2012

Przygotowania do zimy czas zacząć

Znów dawno nie robiłem żadnego wpisu...Nie mam czasu i tak to niestety wygląda na dzień dzisiejszy. Mało trenuje, a w zasadzie w ogóle. Nawet pobiegać nie mam kiedy. Powodem tego stanu rzeczy jest to, że znalazłem sobie pracę, a to w połączeniu ze studiami na trzecim roku i pisaniu na łamach wortalu internetowego jest mieszanką zabójczo wybuchową, a może raczej jedynie zabójczą. ;)
Za trzy tygodnie dojdą mi kolejne obowiązki w postaci wznowienia prób mojego chóru i kolejne 3 godziny w domu mniej. ;)
Jak na razie nie jest źle i sobie radzę. Wobec tego postanowiłem wykorzystać te ochydne okienka w przerwach między zajęciami i w związku z wypłatą w pracy od razu "zawinąłem się" do fitness klubu. Postawiłem na jakość maszyn i czystość łazienek i "wybuliłem" 109 zł na karnet open. ;) A kto studentowi zabroni. ;D

Jest siłownia, jest spinning i masa innych zajęć grupowych łącznie z zumbą na którą mam wielką ochotę, niestety koliduje z moimi zajęciami więc się nie wyrwę.

Reasumując: jak będzie za drogo to będę chodził rzadziej, a tymczasem mam zamiar korzystać i budować formę na wakacje. ;)
To tyle z placu boju. Trzymajcie się. ;)



  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 października 2012

Częstochowa - Kusięta - Olsztyn - Kusięta - Częstochowa

Ten wyjazd został poprzedzony nowym zakupem. Po powrocie z Łodzi i miesięcznym rozbracie z szosą wczorajszego dnia żeby poprawić sobie nastrój(hyh, mam tak jak kobiety, które poprawiają sobie humor zakupami ;P) poszedłem do sklepu rowerowego i sprawiłem sobie nowe okluary Accent Stingray.
Myślałem o nich już od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze miałem ważniejsze wydatki. A teraz udało się zachomikować trochę grosza i są.
Chciałem białe oprawki i niebieskie szkła niestety nie było. Wobec tego wybierałem pomiędzy czarnymi, a żółtymi oprawkami z czerwonym szkłem. Przymierzyłem i wziąłem żółte. Zaraz musiałem się pochwalić koleżankom, że stylówa jeszcze u mnie nie leży i kwiczy. ;) Za okulary dałem 115 zł. W zestawie jest fajny futerał z breloczkiem za który można powiesić go na haczyku lub czymś podobnym. Dodatkowo dostajemy szmatkę do wycierania i bezbarwne szkiełka na złą pogodę lub jazdę nocną.

Dziś odbył się pierwszy test.
Jedno co jest niezaprzeczalne to to, że laski zwracają uwagę więc 50% procent do seksu conajmniej. ;) :D
Na początku bałem się, że będą mi spadały z nosa podczas jazdy po nierównej nawierzchni jednak teraz uważam, że trzymają bardzo dobrze. Chwilami nawet o nich zapominałem. Są bardzo lekkie. Zauszniki świetnie trzymają. Przy postoju w górnych rogach zaczęła się pojawiać para jednak nie zmniejszała absolutnie pola widzenia. Natomiast kiedy ruszyłem dosłownie w kilka sekund odparowały.
Jednym słowem, a właściwie dwoma jestem zadowolony.



A teraz może coś o treningu... ;)

Wyjechałem sobie o godzinie 10, bo kto studentowi zabroni. ;)
Zrobili nam rektorskie z powodu rozpoczęcia we wtorek to wykorzystałem czas.
Rano wyjazd na grzyby, a potem rower. Za ciepło już nie jest, a ja zimowych ubrań nie mam więc poczekałem na słoneczko, które nieśmiało pojawiało się w przerwach między chmurami i ruszyłem. Cel - Olsztyn. Krótko i spokojnie.
Czytając blogi wyjadaczy o tej porze już robią rozjazd więc ja postanowiłem nie wychodzić przed szereg i zrobiłem podobnie. W drodze powrotnej zrobiłem jedynie kilka krótkich skoków na rozgrzanie. Żadnego kolarza nie uświadczyłem.
Jest oczywiście jesienna fotka z trasy. Odkryłem nowy sposób fotografowania. Taki bardziej bliski asfaltowi. :D



Nieuchronnie zbliża się zima. Nadchodzi czas wymiany poszczególnych części w sprzęcie i w garderobie. Mam nadzieję, że uda mi się uciułać trochę grosza na przyjemności. ;P

Będę zamiesczał tutaj również wpisy z moich przygotowań do kolejnego sezonu. Między innymi z biegania, siłowni czy innych dyscyplin sportowych. Po co ? Żeby blog nie umarł, a ja miał co robić zimowymi wieczorami. ;P
  • DST 46.88km
  • Czas 01:52
  • VAVG 25.11km/h
  • HRmax 185 ( 92%)
  • HRavg 137 ( 68%)
  • Kalorie 1114kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 września 2012

Pieszo po górach - Ustroń, Wisła, Istebna (dzień 2)

Drugiego dnia wstaliśmy o ósmej rano i po śniadaniu spoakowaliśmy się i opuściliśmy kwaterę. Pojechaliśmy do Istebnej i stamtąd zeszliśmy Kubalonką do szlaku na Baranią Górę skąd wypływają strumienie dające początek Wiśle.
Droga w tą i z powrotem zajęła nam praktycznie cały dzień przez co musieliśmy zrewidować swoje plany wcześniejszego powrotu do Częstochowy. Obiad jedliśmy po godzinie 18, a do domu dotarliśmy o 22 drugiej. Przegapiłem jeden zjazd i musieliśmy się wbić do Kato przez co trochę dłużej jechaliśmy. Ale dosyć gadania. Zdjęcia mówią wszystko. ;)

Enjoy it. :)

Widok z kwatery.

Parking w Istebnej.

















  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 29 września 2012

Pieszo po górach - Ustroń, Wisła, Istebna

Już w Łodzi do głowy przyszło mi żeby tak jak rok wcześniej wybrać się na weekend w góry. Wtedy były to góry opawskie, a tym razem wybrałem się do Ustronia. Dwa dni chodzenia po szlakach przed rozpoczęciem roku akademickiego. To chyba będzie już tradycja. ;)
W piątek wieczorem rodzice odebrali mnie z Łodzi i wróciliśmy do Częstochowy. Rano natomiast wsiedliśmy w samochód i pocinęliśmy przez Katowice i Pszczynę do Ustronia. Rozpakowaliśmy się na kwaterze i heja na szlak. Na pierwszy ogień poszła Mała Czantoria, a potem Wielka Czantoria.
Podejście na Małą jest piekielnie strome. Trzeba się napocić żeby sobie dać radę, ale widoki są nieziemskie. Rodzinka słabo wysportowana, ale ja sobie radziłem i głównie sam wchodziłem i schodziłem ze szlaków. Z Wielkiej Czantorii zeszliśmy z powrotem do Ustronia i mieliśmy wchodzić na Równicę jednak asfalt skutecznie nas zniechęcił. Potem Istebna i zejście do zameczku prezydenta. Następnie deptak w Wiśle, jakiś muzyczny koncert i w kimono. ;)

Tutaj widok z Małej Czantorii.

  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 września 2012

Kilka zdjęć z bezrowerowego pobytu w Łodzi.

Kościół przy ulicy Piotrkowskiej.


Budynek należący do Politechniki Łódzkiej.


Zdjęcie przy krwiobusie z czerwoną krwinką. :D


Panie z PKO Banku Polskiego i Merab Gabunia - Gruzin występujący w reprezentacji Polski w rugby, miejscowa gwiazda Budowlanych Łódź.



Jakieś śmieszne zwierzątko w łódzkim ZOO. Niestety zapomniałem nazwę.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 sierpnia 2012

Rozgrzewka w mieście - Blachownia - Cisie - Puszczew - Wręczyca Wielka - Blachownia - Konopiska - Częstochowa

Ufff, dzisiaj było zajebiście. Forma jakby też wyższa - zero kryzysów. Umówiliśmy się wczoraj wieczorem razem z Jackiem, że spotykamy się dzisiaj na ul. św. Barbary. Ja osobiście pojawiłem się wcześniej i zrobiłem kilka razy podjazd przy ulicy św. Kingi także wszystko po katolicku. ;)
Ruszyliśmy z Jackiem różnymi zawiłymi dróżkami dostając się do Blachowni.
Tam spotkaliśmy kolarza triathlonistę, który postanowił zabrać się razem z nami.
Niestety nie przedstawiliśmy się sobie więc nie znam jego imienia. Wiem jedno. Jechało się z nim bardzo dobrze. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, bo nie było czasu na wymianę numerami telefonów.
Od tego momentu jechaliśmy już po zmianach. Ja jako najsłabszy postanowiłem, że pojawię się na czole peletonu jako pierwszy. Akurat był odcinek drogi dość płaski więc wykorzystałem ten atut zaciągając pod 40km/h. Jechaliśmy tym sposobem dość szybko i nagle pojawił się dylemat. Jedziemy z Jackiem an Boronów czy uderzamy razem z nowym kolegą na Węglowice...
Wybraliśmy opcję nr 2 i tym sposobem dalej jazda szła sprawnie.(nie wiem jakie odczucia ma Jacek ? )
Przed Wręczycą wyłonił się podjazd. Wiedziałem, że Jacek, który prowadził zmianę będzie chciał go łyknąć bez zmiany tempa. Zacisnąłem zęby i trzymałem koło. W penej chwili miałem już tętno na poziomie 188 i poczułem, że tracę widoczność ;)
Jednak był to koniec króciutkiego podjazdu.
Po nawrocie na Blachownię w oddali widzimy kolejnego kolarza wobec tego długo nie wytrzymałem na końcu stawki i postanowiłem zaciągnąć pod 40km/h.
Poprawił 45km/h nowy kolega i dogoniliśmy mocnego gościa z którym przyjemność jazdy mieliśmy przez jakiś kilometr(dalej rozdzieliliśmy się na dwie grupy).
Miły pan ucieszył się widząc przejeżdżającą obok niego trójkę kolarzy i sam postanowił wejść na czoło zmieniając na tej pozycji Jacka.
Po chwili wioząc się na kole miałem 50km/h. ;)
Byłem zadowolony, że jestem w stanie tak powalczyć. Poźniej już nie było większych atrakcji. Rozdzieliliśmy się z Jackiem od reszty peletonu i pognaliśmy na Konopiska, a stamtąd do Częstochowy. Wyszedł bardzo miły trening.
Teraz czeka mnie miesięczna przerwa od roweru, bo jadę na praktyki studenckie.
Trochę odsapnę biegając po Łodzi. ;)

Ja. ;)

Chłopaki.
  • DST 70.84km
  • Czas 02:32
  • VAVG 27.96km/h
  • HRmax 188 ( 94%)
  • HRavg 147 ( 73%)
  • Kalorie 1775kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 22 sierpnia 2012

Treningowa czasówka - Częstochowa

Dzisiaj do babci na obiad. Co zrobić... trzeba kręcić mimo, że widzę nadchodzący deszcz. Wobec tego postanowiłem sobie zrobić szybką jazdę na odcinku 10 km bez rozgrzewki. Pod koniec, mniej więcej na Rakowie zrobiło się już przedburzowo i dostałem kilka podmuchów bocznych przy prędkości 40 km/h, które ledwo przetrzymałem. Gdybym miał stożki i obok jechało jakieś auto to byloby nieszczęście. Jednym słowem hardcore. ;)
Powrót zafundowałem sobie przez częstochowskie aleje - mimo korków lubię tam jeździć. ;) Pewnie dlatego, że jest dużo ludzi. ;)

Dystans tylko z szybkiej jazdy.

Fotka powrotna przy Siedmu kamienic.

  • DST 10.41km
  • Czas 00:21
  • VAVG 29.74km/h
  • HRavg 160 ( 80%)
  • Kalorie 248kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 19 sierpnia 2012

Częstochowa - Boronów - Piasek - Kalety - Brusiek - Tworóg - Ciasna - Pawłonków - Dobrodzień - Olesno - Częstochowa

Ufff, dojechałem. Dałem radę. Jeszcze rano nie byłem pewien czy z moją obecną częstotliwością jazdy zdołam przejechać wcześniej zakładany dystans (150 km).
Jednak zaskoczyłem sam siebie. Z moją formą nie jest tak źle. ;)
Zastanawiam się teraz czy przejeżdżanie takich dystansów jest normalne ? :)
Bo szczerze mówiąc ani to nie było przyjemne, ani normalne. Człowiek mimo niskiej kondycji decyduje się na taką wyprawę i jedzie. Co pcha go do tak szalonego czynu ? Myślę, że potrzeba sprawdzenia i zarazem udowodnienia światu, że jest się coś wartym. Nie każdy miałby tyle sił mentalnych i dążył uparcie do celu. W ty skwarze, ruchu samochodowym, mijając kolejne miasta i miasteczka, w których życie płynie swoim torem. ;) Ot taki miałem filozoficzną myśl, którą chciałem zapisać.

Czas na trochę tekstu z samej trasy. Wstałem rano o 5:30 i skrupulatnie przygotowywałem się do wyjazdu. Zjadłem kaszkę o smaku truskawkowym i chyba będę tak robił przed każdym porannym wyjazdem. Najlepiej mi wchodzi i nie powoduje problemów żołądkowych. Zapakowany ruszyłem na miejsce spotkania z nowym szosowcem. Po wymianie uścisków ruszamy. Początkowo jedzie mi się tragicznie. Myślę nad rezygnacją z dalszej jazdy, ale nie chcę jeszcze zawodzić mojego kompana. Robię co mogę... W głowie kłębią się same pesymistyczne myśli. Dramat potęguje brak drogi, po której wytyczyłem trasę. Dobre kilka kilometrów asfaltu jest zerwane. W efekcie nie mamy jak dojechać do Koszęcina.
Postanawiamy pojechać objazdem i nadrabiamy sporo kilometrów do Piasku, a potem przez Kalety dostajemy się do Tworoga omijając Koszęcin, który nie chciał nas ugościć. W tym momencie czuję się już znacznie lepiej. Organizm wszedł na odpowiednie obroty i mogę jechać dalej.
Decydujemy się na jazdę drogą krajową nr 11 okalającą Lubliniec. Niestety jest ona w remoncie i miejscami idziemy z buta lub bardzo zwalniamy w obawie przed pocięciem opon ostrymi kamyczkami.
A mogliśmy jechać przez Zawadzkie... Cóż, wracać nie będziemy. Robi się już bardzo ciepło i zdejmuję dodatkową bluzę wraz z bufem. Jedziemy drogą krajową na Opole żeby później z niej zjechać i dostać sie na właściwą trasę prowadzącą przez Dobrodzień. Dodam, że mimo dobrego samopoczucia ciągle mam obawę żeby nie odcięło mi prądu.
W Dobrodzieniu robimy przerwę i zaraz po niej udajemy się do Olesna. Odcinek mija szybko. W Olesnie kolejny postój i ruszamy. Kilka razy zaciągam i im bliżej domu sił ubywa. 4 kilometry przed Częstochową zmieniam kierunek i żegnam się z moim towarzyszem. Jadę ostatkami sił i już wiem, że dojadę.
Wlekę się, ale docieram do domu. Ostatni podjazd tak daje mi w kość, że wywołuje skurcze w prawej nodze. Dokręcam tylko jedną nogą i słaniam się na rowerze. Jest, jest, jest! Nowy rekord. 165 km.

Obiad zjadam w częściach ledwo oddychając. Nawet nie wpisuję nic na bikestats, zostawiam rower, rzucam ubrania i biorę szybki prysznic żeby położyć się spać.

Teraz po dwóch godzinach czuję się dobrze. Nawet tine linesy się poprawiły na udach. Niestety opaliłem tylko jedną rękę. :D To przez to słońce. ;)

To by było na tyle. Dziękuję i do widzenia. :)
Czas na zdjęcia. ;)

Ogolić. ;)


Przygotować.


Zapakować i jechać. ;)


Mam obsesję na punkcie fotografowania mojego roweru. ;)


Grunt to wykorzystać okazję i... się "sfocić". ;DDD


Kościół w Dobrodzieniu.
  • DST 165.02km
  • Czas 06:04
  • VAVG 27.20km/h
  • HRavg 147 ( 73%)
  • Kalorie 4182kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 sierpnia 2012

Częstochowa - Srocko - Olsztyn - Biskupice - Choroń - Poczesna - Częstochowa

Dziś wspólnie z Jackiem i Oskarem postanowiliśmy pojeździć po Jurze. Było bardzo przyjemnie i jak będzie to pozytywna rzecz zapamiętana z treningu. Tego dnia jechało mi się już troszeczkę gorzej, ale ostatecznie poradziłem sobie ze zmęczeniem. W domu zafundowałem moim udom prysznic z zimnej i ciepłej wody. Od razu lepiej. ;) Tętno sukcesywnie co raz niższe, a przyczyną jest oczywiście trening z dnia na dzień bez możliwości regeneracji. Jutro chyba sobie pobiegam. ;)
  • DST 73.11km
  • Czas 02:54
  • VAVG 25.21km/h
  • HRavg 142 ( 71%)
  • Kalorie 1960kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 sierpnia 2012

Częstochowa - Boronów - Herby - Puszczew - Częstochowa

Wybrałem się po szybkiej decyzji na trening. Po 7 km złapał mnie deszcz i puścił gdzieś za Boronowem tj. około 20-22 km. Pomyślałem ufff, wreszcie będzie sucho, a tu nagle zauważyłem czarne chmury zmierzające nad Częstochowę i goniące mnie. Udało mi się wrócić przed deszczem, ale tylko dlatego, że wykorzystałem korzyść wiatru w plecy.
Dodatkowo muszę powiedzieć, że jechało mi się po tak długiej przerwie od kolarstwa wspaniale. Nawet lepiej niż przed przerwą. Dobrze zrobiłem dając sobie przerwę i przestając traktować kolarstwo bardzo serio. ;)
  • DST 53.66km
  • Czas 01:51
  • VAVG 29.01km/h
  • HRavg 146 ( 73%)
  • Kalorie 1312kcal
  • Sprzęt Merida Road Race 880-16.
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl